TAJEMNICA LOURDES

Opublikowano w 28 lutego 2026 19:30

Lourdes- sama ta nazwa kojarzy nam się nie tylko z miejscem objawień Maryi. Przywołuje myśl o tym, co do dzisiaj dla człowieka jest niepojęte, czasami nawet niezrozumiałe, kiedy stajemy przed tajemnicą, która nazywa się cud. Bo Lourdes, to nie tylko największe sanktuarium Europy, które odwiedzają rocznie miliony wiernych. To światowa stolica cudów, które trwają tam od początku objawień. Większość z nich dzieje się za sprawą wody, z cudownego źródła. Czy jednak wszystko to, co się tam wydarzyło jest prawdą? A może mamy do czynienia z wielkim oszustwem? Odpowiedzi na te pytania udziela książka, której autorem jest znany publicysta, Vittorio Messori. Spędził blisko 30 lat, na badaniach fenomenu tego sanktuarium. Ich owocem jest książka: "TAJEMNICA LOURDES. CZY BERNADETA NAS OSZUKAŁA?". 

Mimo, iż książka trafiła na rynek ponad dekadę temu - w 2014 roku, w moje ręce trafiła dopiero teraz. Kiedy zobaczyłem ją u swojego przyjaciela, ten bez słowa widząc moje zainteresowanie, ofiarował mi jej egzemplarz w prezencie z życzeniami, że na pewno zrobię z niej dobry użytek i pogłębię swoją wiedzę. Przeczucie go nie myliło, iż publikacja wydana w wydawnictwie ZNAK, jest wspaniałym kompendium wiedzy na temat samej historii objawień, powstania monumentalnego sanktuarium u stóp Pirenejów, a także dziejów rodziny Soubirous - w tym samej wizjonerki, Bernadety. Co więcej, tytuł każdego rozdziału kończy się znakiem zapytania - tak, jakby autor już na samym początku stawiał wątpliwości na temat tego, co wydarzyło się w dniach od 11 lutego do 16 lipca 1858 roku, jak i potem. 

Podróż do Lourdes, autor książki zaczyna od rozdziału poświęconego grocie Massabielle. Nic dziwnego, to tam ukazywała się  Matka Boża. Dziś wszyscy pielgrzymi, którzy przybywają do sanktuarium, swoje pierwsze kroki kierują właśnie tam. Zastanawiające jest to, że w Lourdes Bóg i Maryja działają poprzez znaki, uświęcając to, co w oczach świata jest niczym, co więcej -  jest grzechem. Dlaczego o tym piszę? Cóż, zapewne niewielu z Was wie, że grota służyła jako chlew dla świń: "tute aux cochon"s - załatwiały one tam swoje potrzeby, chroniły się przed burzą, zaś skały w jej wnętrzu służyły jako dobra "drapaczka" na ich skórę do tego stopnia, że uważni mogli dostrzec ślady krwi.  I to nie wszystko! Grota Massabielle była też miejscem potajemnych schadzek ludzi lekkich obyczajów, czy też par chcących skonsumować swój związek przed ślubem. Wśród mieszkańców miasteczka utarło się nawet powiedzenie: "Ten to się wychował w Massabielle! Ten to się wychował w oborze dla świń!". 

"A w grocie gdzie dawniej, dziki płaz się lągł - dziś cudnej jaśnieje Dziewicy posąg!". Czyż słowa ze słynnej pieśni "Po górach, dolinach" - nie są tutaj idealnym komentarzem? Warto też zwrócić uwagę na cenne informacje podane w tym rozdziale: kiedy przypadało 100-lecie objawień, biskup diecezji Tarbes, do której należy sanktuarium, postanawia przywrócić grocie jej pierwotny wygląd. Oczyszcza ją z kul, żelaznej kraty odlanej przez pirenejskich kowali. Zostaje ona podarowana do Turynu, gdzie obecnie otacza figurę Maryi odlaną w brązie na 100-lecie objawień. Po dziś dzień można ją obejrzeć na wzgórzu Kapucyńskim. 

Kolejne rozdziały prowadzą nas po historii objawień, a także przedstawiają sylwetki bohaterów tych wydarzeń. Bernadeta: 14-latka, analfabetka. Do tego chorująca na astmę i mająca słabą pamięć. Jej pragnieniem jest wreszcie nauczenie się Katechizmu i przystąpienie do pierwszej komunii. W trakcie tych przygotowań, rozpoczynają się wizyty Maryi, którą sama widząca określa mianem: "petito Damiselo" - w tłm.: małej Panienki. Co więcej, poznajemy w książce szczegóły tych niezwykłych spotkań z Królową Nieba: większość z objawień ma miejsce w czwartek - dzień Eucharystii - jakby sama Maryja chciała powiedzieć, że to właśnie w przyjmowaniu ciała Jej Syna, tkwi cała tajemnica uzdrowienia i szczęścia wiecznego. Matka Boża zwraca się do widzącej per Wy - np. "Czy uczynicie mi tę łaskę i będziecie tu przychodzić tutaj przez piętnaście dni?". Objawienia w Lourdes ukazują też wielką piękność Maryi, którą podkreśla sama Bernadeta: piękna, młoda kobieta w białych szatach. Na lewym ramieniu trzyma różaniec, a każdą ze stóp ozdabia złota róża. Jej głowę przykrywa welon, spod którego widać długie, czarne loki. Niezły paradoks: w grocie dla świń Bóg ukazuje przewyższającą wszystko piękno swej Matki...

Istotnie ważne są też sylwetki rodziców Bernadety: François Soubirous i Louise Castérot, mający dziewięcioro dzieci, z których tylko czworo dożyło dorosłości. Ojciec uchodził za człowieka dobrodusznego, którego dobroć doprowadziła do upadku młyna, niesłusznym wyroku - oskarżono go o kradzież mąki. Matka zaś, kobieta niezwykle pracowita, wśród mieszkańców Lourdes uchodziła za pijaczkę - jakoby miała sięgać do kieliszka z rozpaczy, co oczywiście nie było prawdą. Niestety, dziś także nie brakuje złośliwych sąsiadów, którzy przecież "wiedzą lepiej". 

Ważnymi postaciami w historii objawień są mężczyźni: Dominique Jacomet - komisarz policji, prokurator Dutour oraz proboszcz -Dominik Peyramale. Pierwszy z nich - komisarz, po latach został zrehabilitowany, ale wg mnie nie do końca. Powód? Podczas przesłuchania Bernadety stosuje blef w połączeniu z szantażem. Nie może pojąć, jak ta mała niepiśmienna 14-latka (w dodatku chorowita) - zbija go z tropu, odpowiadając na pytania konkretnie, rzeczowo. W dodatku w ogóle się nie boi! 

Podobną porażkę ponosi sam prokurator - ten sam, który ojca wizjonerki wsadził do więzienia. Mimo, że były przesłanki wskazujące o niewinności ojca Bernadety, twardo stał przy swoim fakcie. 

Do tego "trio" dodałbym jeszcze doktora Dozous - był to zagorzały ateista, który jednak... uwierzył. Jak to się stało? Był świadkiem objawienia, podczas którego miał miejsce cud ze świecą - palce wizjonerki, zanurzone w płomieniu, po zakończeniu ekstazy nie miały na sobie żadnych śladów oparzenia. Znów Lourdes kieruje nas na słowa zawarte w Piśmie Świętym : "A on ujrzał i uwierzył" - por. J 20, 2-8.

Ostatnim, szczególnym bohaterem jest proboszcz Lourdes - ks. Dominik Peyramale. Sceptyczny, obserwujący wszystko z dystansu - ba, nawet na samym początku rugający Bernadetę, kiedy ta przychodzi przekazać mu prośbę Panienki o kaplicę i procesję do groty - zaczyna być coraz bardziej zaciekawiony tym, kim właściwie jest ta Pani z groty? Stawia więc dwa warunki: aby zakwitł krzak róży w grocie - w nawiązaniu do sytuacji z Guadalupe, kiedy w środku zimy zakwitł krzak róży; a także prosi Bernadetę, by Pani wyjawiła swe imię. Maryja na obie prośby odpowiada w sposób szczególny: zamiast kwiatu róży daje ludziom źródło - "Idź do źródła i obmyj się w nim!", a także w święto Zwiastowania wyjawia wreszcie, kim tak naprawdę jest: "JESTEM NIEPOKALANE POCZĘCIE". 

Warto też powiedzieć o tym, jak Vittorio Messori scharakteryzował Café Français - słynną kawiarnię, gdzie spotykali się "wielcy tego świata", którymi de facto byli masoni: przypomnijmy, to czas po słynnej rewolucji. Trwają tam zażarte dyskusje, wybitni specjaliści wymieniają się poglądami, formułują tezy jakoby Bernadeta oszalała i trzeba ją zamknąć w szpitalu (chorobę umysłową obali specjalna komisja biskupa do zatwierdzenia objawień). Godne pożałowania jest również zachowanie zakonnic w Nevers - miejscu, gdzie wstąpiła Bernadeta. Nie wolno było głośno mówić, kim jest siostra Marie Bernard, a jej samej nie wolno było czytać nic o objawieniach. Nieustannie nawiedzali ja też biskupi, czy też znane osobistości, chcące po raz kolejny usłyszeć tę samą historię. A sama Bernadeta? Nie była tym zainteresowana, gdyż swoje już zrobiła, a chwała w pełni należy się nie jej, a Matce Bożej.

 

Nie wszystkie wątki w tj recenzji tu poruszyłem? Po pierwsze dlatego, że nie można zdradzać wszystkiego co jest w książce- straci ona wtedy to, co ma najcenniejszego do zaoferowania czytelnikowi: zagadki, odkrywane tajemnice, czyny o które dotychczas nie podejrzewaliśmy konkretnych ludzi . Jedno jest pewne, Vittorio Messori i jego książka o Lourdes to pozycja obowiązkowa dla tych, którzy chcą poznać odpowiedź na pytanie: W czym tkwi fenomen tego miejsca? Ja odpowiedź na nie już znam.

 

Szczególne podziękowania kieruję pod adresem mojego przyjaciela, Tomka Tatara, który dając mi tę książkę, powiedział: "Mateuszku, kto jak kto, ale musisz to przeczytać, bo Ty zrobisz z tej książki właściwy użytek!". Mam nadzieję Tomku, że mi się udało! :) 

Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador