MOJE LATA Z JANEM PAWŁEM II

Opublikowano w 16 lutego 2026 17:30

Prywatne zapiski rzecznika Watykanu, ujrzały światło dzienne po jego śmierci. Zapraszam Was w podróż w czasie, która ukaże postać św. Jana Pawła II w sposób niezwykły, bo... bardzo zwyczajny. Właśnie w tej zwyczajności tkwiła tajemnica jego świętości, której udziałem był Joaquín Navarro-Valls.

"Doktor Navarro" - jak zwykł mawiać o swoim rzeczniku papież Wojtyła, rozpoczął pracę rzecznika prasowego Watykanu, w 1984 roku. Wszędzie był niejako cieniem samego papieża, skrzętnie notując słowa człowieka, który nie tylko go inspirował, ale i intrygował.  Jak sam wielokrotnie podkreślał do swoich bliskich, stał się "kimś uprzywilejowanym", gdyż nie tylko był głosem Jana Pawła II w świecie - jeżdżąc z różnymi misjami dyplomatycznymi, m. in. najbardziej niebezpiecznymi: do Moskwy oraz na Kubę. 

Mógł towarzyszyć papieżowi w jego codziennych obowiązkach, odkrywać jego rytuały, przyzwyczajenia, hobby. Co więcej, sam Jan Paweł II nie tylko zabiegał o kontakt ze swoim rzecznikiem, ale żywo interesował się sprawami, które dotyczyły rodziny rzecznika i jego najbliższych: rodziców, dzieci, krewnych i przyjaciół. 

Wyjątkową okazją do bliższego poznania postaci Karola Wojtyły, stały się najpierw słynne już obiady, o których autor pisze na kartach swojej książki. Okazało się, że stały się one jedną z odpowiedzi na warunek, jaki Joaquín Navarro-Valls postawił Stolicy Apostolskiej: "Będę spełniał swoje obowiązki jak najlepiej, ale mam jeden warunek - bezprośredni kontakt z samym Ojcem Świętym". Tej pierwszej wizycie w Pałacu za Spiżową Bramą, towarzyszyła dr Navarro nie tylko radość, ale i jak się łatwo można domyślić - swoista ekscytacja z poczuciem dziwnego uczucia kłucia w żołądku. No bo jak to jest możliwe, że on - lekarz i dziennikarz, odtąd będzie rozmawiać z samą głową Kościoła? Czytając ten fragment natychmiast przewinęły się w mojej głowie słowa z Łukaszowej Ewangelii: "Dla Boga bowiem, nie ma nic niemożliwego!".

Jak łatwo można się domyślić, ojciec święty szybko pomógł pozbyć się tego uczucia stresu u swojego rzecznika: nie tylko ugościł go jako gospodarz, ale z uwagą słuchał. Po prostu był - te słowa wielokrotnie przebijają się na kartach tej wyjątkowej książki, dając nieme świadectwo o tym, jakim człowiekiem był Jan Paweł II. 

 

Joaquín Navarro-Valls nie tylko mógł być przenikać w struktury Watykanu, gdzie miał kontakt z kardynałami, prefektami, współpracownikami Stolicy Świętej.  Poprzez kontakt z nimi, przekazywanie informacji, uczenie się wielu nowych rzeczy stał się wzorem rzecznika. Dlatego uważam, że niniejszą książkę powinien przeczytać każdy, kto w swoim życiu planuje drogę zawodową związaną z mediami. Uwierzcie, to nie jest łatwy kawałek chleba. Przekonał się o tym wielokrotnie autor książki, kiedy jego plany burzyła natychmiastowa reakcja na jakieś wydarzenie, niespodziewaną chorobę czy operację ojca świętego. Nie tylko w sposób jasny i rzeczowy musiał jako rzecznik reagować - wcześniej konsultując swoje komunikaty z sekretariatem papieża, ale i uzgadniając wspólne stanowisko z jego współpracownikami. Nie była to łatwa praca, ale z książki przewija się jedno: dr Joaquín Navarro-Valls NIGDY nie pozwolił zszargać imienia ukochanego ojca. Zawsze, jak tylko mógł okazywał mu swoją miłość i bezwzględny szacunek. Jak najlepiej umiał, starał się wypełniać swoją misję bycia rzecznikiem tego, który do każdego chciał dotrzeć z orędziem o miłości Boga. 

Brał także udział w (nie)zwykłych papieskich pielgrzymkach, gdzie był świadkiem wzruszających momentów spotkań Jana Pawła II z ludźmi danego kraju. W książce możecie też poczytać, w jaki sposób papież przygotowywał się do swoich podróży, konsultował swoje homilie, doskonalił język. A to wszystko w przeciągu zaledwie 24 godzin, które wypełnione były po brzegi audiencjami, spotkaniami, celebracjami. Ojciec święty wstawał bardzo wcześnie i... swój dzień zaczynał od zimnego prysznica i gimnastyki. Oczywiście do czasu, kiedy stopniowo choroba pozbawiała go sprawności. Do końca jednak starał się walczyć: pokorą, determinacją i duchem. Nie brakuje więc w książce momentów pełnych wzruszeń, jak np. podczas ostatniej podróży, która papież - już ciężko chory - odbył w sierpniu 2004 roku, do sanktuarium maryjnego w Lourdes, będącego światowym centrum modlitwy ludzi chorych za sprawą źródła, które wytrysnęło tam za przyczyną Matki Bożej. 

Inny fragment, który bardzo poruszył mnie w książce, to wizyty Jana Pawła II na Czarnym Lądzie. Papież nie bał się wejść do szałasu, błogosławić, przytulać a nawet ocierać łzy. Jako namiestnik Chrystusa nie tylko niósł jego przesłanie całemu światu, ale świadczył całym sobą miłosierdzie poprzez czyny, słowa i swoją modlitwę. O tej wyjątkowej miłości i pomocy mieszkańcom Afryki też możecie przeczytać w tej pozycji. Co ciekawe, kiedy otoczenie papieża nie rozumiało niejednokrotnie jego czynów, Joaquín Navarro-Valls bez problemu natychmiast pojawiał się w jego bliskości, całym sobą solidaryzując się z jego postępowaniem. Co więcej, zawsze podczas dalekich lotów miały miejsce briefingi prasowe z udziałem mnóstwa dziennikarzy. Jak podkreślił autor książki, Jan Paweł II ze spokojem odpowiadał na każde pytania, zaś rzecznik Watykanu, w miarę potrzeb, uzupełniał je swoimi komentarzami. Obaj wzajemnie żartowali z różnych rzeczy, co u wszystkich wywoływało śmiech, zwłaszcza sam widok śmiejącego ojca świętego działał na wszystkich "zaraźliwie".

 

Mnie osobiście, najbardziej poruszyły  w książce dwa aspekty. Pierwszy z nich to wakacje. Jan Paweł II uwielbiał spędzać je we włoskich Alpach, gdzie chodził po górach, modlił się, czytał zaległe książki. Kontemplował piękno Boga w jego stworzeniu, poprzez wyciszenie, modlitwę, palenie ognisk z przyjaciółmi i członkami jego górskich wypraw - tak, jak to było w czasach krakowskich. Uczynił ze swojego życia arcydzieło. Joaquín Navarro-Valls zapewnił też wspaniałą dokumentację z każdych wyjazdów wakacyjnych, na bieżąco dostarczając mediom zdjęć, robiąc konferencje i odpowiadając na pytanie: TO JAK WYGLĄDAJĄ TAKIE PAPIESKIE WAKACJE? Odpowiedź jest prosta: niezwyczajnie. Bo Karol Wojtyła na każdym kroku zaskakiwał swoje otoczenie. Przykładowo, postanowił pewnego wieczoru odbyć spacer sam na sam ze swoim rzecznikiem. Znów pytał o jego samopoczucie, dzielił się wnioskami, uzgadniał plany, dzielił się nowymi pomysłami. Zdradzał także swoje wspomnienia, dzielił się marzeniami, wśród których jedno okazał się nietypowe: bardzo chciał być na Mont Blanc. Po zakończeniu rozmowy, dr Navarro przystąpił do działania. Razem z ks. Dziwiszem - sekretarzem papieża, zorganizowali niespodziankę w najgłębszej tajemnicy. Na drugi dzień Jan Paweł II, rozpromieniony, w specjalnych śniegowcach, spacerował na szczycie góry... świat obiegły nagrania i zdjęcia, których autorem był oczywiście rzecznik Watykanu. Niezwykła rzecz - papież dzieli się swoim pragnieniem ze współpracownikiem, który bez słowa robi wszystko, by je zrealizować. Czysty przykład synowskiego oddania i miłości, bo nie wolno zapominać, że książka jest swoistego rodzaju pamiętnikiem, który ukazuje to właśnie ukazuje.

Drugim aspektem, jest czas postępującej choroby i samej śmierci Jana Pawła II. Kiedy wszyscy już zdają sobie sprawę z tego, że papież odchodzi, cały Pałac robi wszystko, by być jak najbliżej niego i okazywać mu swoją miłość. Tak samo robi też doktor Navarro, przychodzi, organizuje briefing, chce jak najlepiej informować o tym, co dzieje się na Watykanie. Tutaj jednak, emocje biorą górę, łzy napływają do oczu... Ten fragment poruszył mnie w książce najbardziej.

Uważam, że książka doktora Joaquín'a Navarro-Valls'a, to ...swoiste świadectwo, które opowiada o miłości, poświęceniu, oddaniu. O wsparciu i byciu dla drugiego człowieka. O tym, jakim człowiekiem był Jan Paweł II, jak traktował swoich bliskich, jak reagował na cierpienie, skandale seksualne, krzywdę. Bo nie jest prawdą, że tego nie robił, milczał. NIE! Reagował, jednocześnie po ojcowsku starając się dotrzeć do przyczyny postępowania swoich duchowych dzieci. Wreszcie książka, to swoistego rodzaju hołd, jaki rzecznik Watykanu składa papieżowi. Na samym końcu podkreśla, że "Byłem kimś uprzywilejowanym". I taką właśnie historię można przeżyć, sięgając po publikację wydawnictwa JEDNOŚĆ.